sobota, 29 kwietnia 2017

Final cut: nóż Kephart firmy Condor



W ciągu wielu lat fascynacji nożami użyłem ich sporą górkę. Przez cały ten czas szukałem noża idealnego do turystyki w warunkach polskiej przyrody i … prawa. Poszukiwania te doprowadziły mnie do z pozoru oczywistego wniosku, że najważniejszym kryterium takiego noża – jak każdego narzędzia – jest jego użytkowość. Zawiera się w niej przydatność do wykonywania potrzebnych prac, ergonomia, niezawodność i trwałość. 

Aktualnie mam kilkadziesiąt noży, ale gdy trzeba wybrać jakiś na włóczęgę, jest problem. Ten za mały, tamten za duży i za ciężki, ten przez wydumany szlif marnie tnie, tego nie da się naostrzyć w terenie awaryjną osełką z przygodnego materiału bo klinga z kosmicznej stali podda się tylko diamentom, w tamtym rękojeść jest wygodna tylko w jednym chwycie, w innym rękojeść ma oplot ze sznurka – patent bardzo taktyczny, ale w normalnym użytkowaniu mało praktyczny, ówdzie klinga wykończona nagarem (brut de forge) wprost zaprasza mikrocząstki krojonej żywności by się wcisnęły w pory stali i zgniły narażając mnie na tak niepożądane na szlaku problemy żołądkowe – i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej …

Zatęskniłem za normalnym nożem, najlepiej z oldskulowym traperskim klimatem, bo taki lubię. Do czego miałby mi służyć ? Z powodu ograniczeń prawnych w Polsce nie można uprawiać prawdziwego surwiwalu, choćby dlatego, że nie wolno biwakować w lesie – nie przyda się zatem wielki i ciężki nóż obozowy do budowy szałasu. Polować z łuku, procy czy za pomocą pułapek też nie wolno, a z dubeltówką ani wędką nie chadzam, więc niepotrzebny  mi typowy nóż myśliwski czy wędkarski. Jestem zwykłym trampem, noża używam na szlaku przede wszystkim do prac kuchennych i nieskomplikowanej obróbki drewna – głównie przygotowanie paliwa na ognisko. Krótko mówiąc potrzebowałem noża typu fixed (ze stałą klingą) o uniwersalnym zastosowaniu i terenowym charakterze.

Trzymając się tych wytycznych zacząłem kreślić projekt noża doskonałego, final cut mojej nożowej pasji. Przeznaczenie noża decyduje o jego konstrukcji – innymi słowami „to, do czego ma być nóż decyduje jaki ma być”. Najważniejszym zadaniem mojego noża miało być cięcie, bo do rąbania służy siekiera. Dlatego po latach eksperymentowania z różnymi szlifami wróciłem z pokorą do szlifu pełnego płaskiego, jako najlepszego połączenia dobrych własności tnących i wytrzymałości. Dla dobrego cięcia porzuciłem też moją ulubioną koncepcję noża z tzw. zapasem mocy czyli po prostu grubej sztaby z kołkowatym czubkiem. Uznałem, że 3 milimetry grubości klingi spokojnie wystarczy. Do wydajnego krojenia krawędź tnąca o długości trochę ponad 11 cm będzie w sam raz, przyda się jej też spory brzuszek. Wbijanie ułatwi cienki, ale mocny czubek. Materiał klingi: tradycyjna stal rdzewna, niezbyt wysoko hartowana, co da jej odporność na nadużycie i pozwoli naostrzyć byle czym. Powierzchnia klingi możliwie gładka, co ułatwia cięcie oraz utrzymanie jej w czystości i higienie. Rękojeść drewniana, której jelec zagwarantuje bezpieczeństwo palców, zaokrąglenie krawędzi da wygodny chwyt, a jego pewność załatwi zwiększająca się w stronę końca rękojeści grubość okładek. Szkielet rękojeści typu full-tang nada całości konstrukcji maksymalną moc. Do kompletu obowiązkowo klasyczna, skórzana pochwa. 

Teraz pozostało zrealizować projekt. Byłem już zdecydowany na powierzenie tego zadania jednemu z polskich twórców, gdy buszując po Sieci odwiedziłem stronę firmy Condor z egzotycznego Salwadoru w środkowej Ameryce. Condor specjalizuje się w produkcji prostych, solidnych noży, siekier i maczet przeznaczonych do ciężkiej pracy, a nie do gablotek w domach zblazowanych kolekcjonerów. Firma nie jest mi obca, bo od paru lat używam ich noża typu nessmuk.
Wszedłem zatem na stronę firmy Condor i na samym końcu katalogu znalazłem nóż niezwykle podobny do mojego ideału !!! Nazywa się Kephart i od mojego projektu różni go głównie oszczepowaty kształt klingi (spear-point), podczas gdy ja planowałem klingę typu normal czyli z prostym grzbietem. Podstawowe założenia konstrukcyjne, wymiary i materiały są dokładnie takie, jak w moim projekcie. 


Spodobał mi się „od pierwszego wejrzenia”, ale na wszelki wypadek poszukałem w Sieci więcej informacji na jego temat. Nie znalazłem ich zbyt wiele, ale opinie były pozytywne. Przy okazji odkryłem, że w Polsce nóż jest trudno dostępny i prawie nieznany, bo natrafiłem tylko na jedną dwuzdaniową ocenę. 

Ciekawa jest historia pochodzenia tego noża. Autorem jego koncepcji jest Horacy Kephart – żyjący na przełomie XIX i XX wieku amerykański pisarz, podróżnik i myśliwy, pionier woodcraftu, jeden z twórców parku narodowego w górach Great Smoky na pograniczu stanów Karolina Północna i Tennessee. 



Nóż nazwano jego imieniem i produkowano dla szerokiego grona odbiorców. Ten typ noża jest popularny w USA do dziś i produkowany nie tylko przez firmy jak Condor czy sławną Bark River, ale także wyrabiany przez licznych knifemakerów.



Muszę przyznać, że zbieżność moich poglądów na temat noża terenowego z poglądami sławnego pioniera amerykańskiego puszczaństwa sprawiła mi wielką satysfakcję. Miałem też swoistą gwarancję, że nóż wykonany według jego koncepcji będzie konstrukcją praktyczną, na czym tak bardzo mi zależało. To pomogło mi podjąć decyzję. Różnica w budowie Kepharta firmy Condor w porównaniu do mojego projektu jest niewielka i zdecydowanie akceptowalna, a cena była o wiele niższa niż za wyrób handmade, więc zamówiłem nóż w jednym z krajowych sklepów internetowych. 

Otrzymałem go już następnego dnia pocztą kurierską. Zaprojektował go Joe Flowers – znany amerykański przyrodnik, myśliwy i przewodnik. Ze strony internetowej dostawcy wynika, że całkowita długość noża wynosi 22,5cm, waga 113g (185g z pochwą), długość klingi wynosi 11,5cm, jej grubość 3mm, a wysokość 2,4 cm (ten ostatni parametr: pomiar własny). Pokryta czarną powłoką epoksydową klinga wykonana jest ze stali wysokowęglowej 1075 zahartowanej według producenta do 50-55 HRC w skali Rockwella. Stal ta to dobry materiał na noże użytkowe, bo jest odporna na wykruszenia i pęknięcia. Rękojeść zrobiono z twardego drewna orzecha amerykańskiego. Pochwa z grubej, naturalnej skóry jest jednopozycyjna, pozwala na noszenie noża klasycznie czyli w pionie. Warto dodać, że materiały użyte w Kepharcie są takie same jak w moim nessmuku, o którym wcześniej wspomniałem, dlatego wiem, że w nożu terenowym sprawdzają się bardzo dobrze.

Dzięki prostym, surowym kształtom noża oraz drewnu na rękojeści i tradycyjnej, skórzanej pochwie całość wygląda bardzo klimatycznie. Niby nic, a cieszy. Mój egzemplarz wykonany jest poprawnie, a minimalne niedokładności nadają mu tylko charakteru prawdziwej ręcznej roboty. Pierwsze wrażenie po wzięciu do ręki: jaki on lekki! Rękojeść mogłaby być odrobinę bardziej pękata, ale jest wygodna we wszystkich znanych mi chwytach, które w razie potrzeby można łatwo zmieniać w trakcie pracy. Mimo niewielkiej grubości klinga budzi zaufanie: ma mocny czubek i solidne ostrze (krawędź tnącą). Spora grubość krawędzi tnącej jest oczywiście cechą dyskusyjną: teoretycznie zwiększa opory cięcia, z drugiej strony pozwala bez obaw wykonywać cięższe prace np. batonowanie drewna czyli przecinanie polana „z przyłożenia” przy użyciu pobijaka. Na pudełku widnieje ostrzeżenie, że nóż jest „very sharp”, ale „very” to on nie był. Dodatkowo ostrze wymagało przeprofilowania, bo mój egzemplarz naostrzono na jakieś 25 stopni, co jest dobre dla siekiery, a nie noża, który ma przyzwoicie ciąć. Zajął się tym kolega dysponujący profesjonalnym sprzętem i wieloletnią wprawą. Jak mówił, na jego wyczucie stal ma twardość co najmniej 55 HRC czyli górną granicę deklarowaną przez producenta. Dodatkowo wykonał notch, czyli małe wycięcie na początku krawędzi tnącej, ułatwiające ostrzenie. Jeśli chodzi o pochwę, nóż siedzi w niej bezpiecznie, bo bardzo głęboko - wystaje tylko 1/3 rękojeści czyli akurat tyle, żeby go bez problemu wyjąć. 

Badanie Kepharta „na sucho” wypadło dla niego pomyślnie. Byłem ciekaw, jak sprawdzi się w praktycznym użytkowaniu. Zacząłem od prac kuchennych, w tym tak zaawansowanych, że z pewnością nigdy nie zrobię ich na szlaku, chciałem jednak w pełni sprawdzić przydatność noża w tak ważnej dziedzinie. Pożyczyłem go zatem na tydzień mojej żonie, jak to już robiłem nieraz z innymi testowanymi ostrościami. Przez ten czas używała go w kuchni jako głównego noża. Cięła, kroiła, obierała, skrobała, szatkowała, trybowała mięso od kości i cięła różne produkty na cienkie plasterki. Efektem tych prac były między innymi tak skomplikowane w przygotowaniu dania jak boeuf Strogonow, gulasz po węgiersku czy jajka faszerowane pieczarkami. Ja osobiście ograniczyłem się do prymitywnych, aczkolwiek przydatnych w terenie podstaw sztuki kulinarnej czyli krojenia i smarowania chleba, talarkowania kiełbasy, żółtego sera i jajek na twardo, porcjowania boczku i innego mięsiwa, szatkowania cebuli, obierania jabłek, no i … to wszystko :-). Aha, sprawiłem i wyfiletowałem pstrąga, bo choć nie jestem wędkarzem, to i mnie trafi się czasem w terenie ładna rybka ;-) … 

Wszystkie wyżej wymienione czynności wymagają siły i/lub precyzji, potrzeba więc do nich porządnego noża. Kephart zdał egzamin w kuchni na piątkę. Spiczasty czubek klingi świetnie nadaje się do precyzyjnych prac np. wycinanie „oczek” z ziemniaków, pełny płaski szlif zapewnia dobre cięcie, obła rękojeść ułatwia manewrowanie nożem, a chwyt jest wystarczająco pewny nawet mokrą ręką. Jak wynika z dotychczasowej eksploatacji, powłoka na klindze  jest odporna na ścieranie i dobrze zabezpiecza ją przed rdzą, jest też śliska i gładka, co zgodnie z moimi założeniami ułatwia cięcie oraz utrzymanie higieny noża. Rękojeść nie nasiąka specjalnie wodą, jednak warto od czasu do czasu przetrzeć ją jakimś tłuszczem.

Po testach kuchennych nadszedł czas na wypróbowanie noża w jego naturalnym środowisku czyli w terenie. Najpierw sprawdziłem, jak się go nosi. Klasyczna konstrukcja i solidna budowa pochwy nie zawiodła: chodzenie, bieganie, pochylanie się, kucanie i siedzenie na ziemi z Kephartem u boku jest wygodne i bezpieczne. Z plecakiem na grzbiecie też jest OK, bo nóż niewiele wystaje z pochwy i nie przeszkadza we właściwym ułożeniu pasa biodrowego. Zatem – do boju !

Pierwsze właściwe próby terenowe przeprowadziłem zimą, przy kilkustopniowym mrozie. Skorzystałem z okazji i pracowałem nożem w rękawicach i bez nich. Do testów wykorzystałem ocieplane pięciopalczaste rękawiczki mało znanej firmy Shamp: wierzch wykonany z poliestru, spód elastyn (spandex) czyli syntetyczny kauczuk. Umożliwiły one bardzo pewny chwyt, w którym wspomniana wyżej pewna szczupłość rękojeści była zupełnie niewyczuwalna. Bez rękawiczek też nieźle się pracowało, bo drewniana rękojeść jest „ciepła”. Okładki obejmują cały jelec, co oprócz poprawy ergonomii zabezpiecza palec wskazujący przed kontaktem z zimnym metalem. To znakomite rozwiązanie wcale nie jest takie powszechne, bo wiele noży terenowych ma „goły” jelec – ze wszystkimi tego kiepskimi konsekwencjami.

Koronną konkurencją Kepharta jest obok zastosowań kuchennych oczywiście obróbka drewna. W jej zakres wchodzi głównie przygotowanie paliwa na ognisko, struganie patyków do pieczenia na nim jedzenia, a także wyrób rozmaitych kołków, drągów i kijów potrzebnych w obozie i na szlaku. W tej dziedzinie nóż z Salwadoru też wykazał pełnię zalet. Dzięki pełnemu płaskiemu szlifowi oraz dobremu chwytowi cięcie i struganie drewna jest wydajne i bezpieczne. Stal bez problemu radzi sobie nawet z twardym materiałem, a geometria ostrza pozwala na precyzyjną obróbkę np. struganie cieniutkich wiórów na rozpałkę. Kephart sprawdził się także przy wykonywaniu cięższych prac. Podczas batonowania  solidnego kawałka sękatej sosny poradził sobie lepiej niż dwa razy grubszy i wielokrotnie cięższy potężny nóż surwiwalowy Ka-Bar Companion - żeby nie było uwag - również ze szlifem płaskim. Nie są to żadne czary-mary tylko czysta fizyka, bo dzięki mniejszej grubości klinga Kepharta nie klinowała się w drewnie, zaś jej solidna krawędź tnąca sęków się nie boi. Owszem, zdarzyło się, że po przebatonowaniu polana z wyjątkowo twardego i sękatego materiału, jakim jest suche drewno wiązu, zaobserwowałem minimalne wywinięcie krawędzi tnącej na odcinku paru milimetrów. Jednak po ostrzeniu praktycznie nie było po nim śladu, zaś fakt, że stal wywinęła się, ale nie wykruszyła jest w nożu terenowym wielką zaletą, bo dobrze świadczy o jego niezawodności.  Z innych siłowych zajęć wyłamywałem Kephartem spore kawałki kory sosnowej potrzebnej do odizolowania ogniska od wilgotnej ziemi i robiłem to bez obawy, choć oczywiście z wyczuciem. Oprócz tego przerabiałem aluminiowe puszki po piwie na terenowe garnki i ciąłem gruby drut – zarówno aluminiowy jak i miedziany. Przy tych wszystkich wyczynach takie zadania jak cięcie sznurków, tkanin czy plastików to dla Kepharta banał. Sprawdziłem też, jak się krzesze iskry z krzesiwa grzbietem klingi i moim zdaniem jest jak trzeba. 

Tak naprawdę Kephartem można wykonać wszystkie prace terenowe, oczywiście traktując nóż rozsądnie. Jego odporność i uniwersalność może wydawać się zaskakująca, bo na pozór wygląda prawie jak zwykły kuchenniak. W tym jednak przypadku „prawie” czyni naprawdę dużą różnicę. Praca nim to czysta przyjemność, a że do jego licznych zalet można jeszcze dodać przyzwoite trzymanie ostrości i łatwość ostrzenia, to otrzymujemy nóż bliski ideału. Ja jestem nim zachwycony :-).

Moje zachwyty nad Kephartem wynikają nie tylko z dobrej roboty jego producenta, ale przede wszystkim są zasługą doskonałej, dobrze przemyślanej konstrukcji noża, pełnej praktycznych rozwiązań. Gdybym miał porównać nóż typu kephart z innymi znanymi nożami terenowymi o podobnych rozmiarach i przeznaczeniu, to moim zdaniem kephart jest o wiele praktyczniejszy od nessmuka, który – co ciekawe - zaprojektował inny XIX-wieczny amerykański prekursor puszczaństwa George Washington Sears. Nessmuk ma łopatowaty kształt i szeroki (w sensie: nie spiczasty) czubek, więc kiepsko wykonuje się nim precyzyjne prace. Może lepiej nadaje się do kopania w ziemi czy jedzenia nim gęstych potraw zamiast łyżki, ale nie widzę sensu w stosowaniu noża do takich funkcji. W normalnym użytkowaniu kephart bije go na głowę, bo jest poręczniejszy i bardziej uniwersalny. 
Z kolei skandynawskie puukko ma podobną filozofię konstrukcji: żadnych udziwnień, maksymalna prostota i użytkowość. Jednak dzięki pełnemu płaskiemu szlifowi kephart jest o wiele lepszy w tak ważnych na szlaku pracach kuchennych, ponadto dzięki jelcowi i gruszkowatemu profilowi rękojeści zapewnia większe bezpieczeństwo pracy i lepszą ergonomię, zaś konstrukcja full-tang daje większą niż hidden-tang (szkielet rękojeści w formie trzpienia) odporność na nadużycie. 

Ten typ noża z powodu swoich bezdyskusyjnych zalet zasługuje na wielkie uznanie i szerszą popularność, dlatego polecam go uwadze naszych nożomaniaków i  knifemakerów. Ja osobiście jestem z Kepharta firmy Condor baaaardzo zadowolony. W kategorii produkcyjnych fixedów wreszcie znalazłem upragnionego Graala, którego gorąco rekomenduję wszystkim, którzy potrzebują dobrego noża terenowego za rozsądne pieniądze.









Tekst: Wiktor Lekney
Foto: Wiktor Lekney i Psycho
 







 


2 komentarze:

  1. Bardzo fajna pozycja, też posiadam ten nożyk i sprawdza się on doskonale w wielu kwestiach. Często zabieram go na polowania i nadaje się on bardzo dobrze do wykonywania różniejszych, mniejszych prac, ale można go wykorzystać także do chociażby skórowania, czy patroszenia zdobyczy, sprawdza się on. Moje liczne noże myśliwskie rzadko kiedy się wyróżniają, jednak ten zasługuje na szczególne uznanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem fanem tradycyjnych(historycznych) noży. Przecież te wzory przetrwały dlatego, że się sprawdziły. Kephart to taki uniwersalny nóż, w którym większy nacisk jest położony na kuchnię. Noże fińskie, to noże północy i trudnych warunków terenowych- tam nikt fasoli nie gotował ;-) W drewnie skandi jest lepszy niż płaski, a z mięsem, czy oprawianiem zwierzyny radzi sobie równie dobrze jak płaski.
    Mam trochę finek, mam roah belly CS, teraz idą do mnie głownie kepharta i nessmuka Custom Blades.

    OdpowiedzUsuń